Światła pochylenie - Laura Whitcomb

Światła pochylenie - Whitcomb Laura

Duchy. Ileż to już historii o nich powstało? Zainteresowanie tym, co dzieje się z duszą po śmierci towarzyszy ludziom już od najdawniejszych wieków. Duch to w najpowszechniejszym rozumieniu dusza błąkająca się po ziemi, najczęściej z powodu tragicznej śmierci, złych uczynków za życia bądź pozostawienia po sobie niedokończonych spraw. Do tematu duchów na różne sposoby odwoływało się już bardzo wielu literatów. Powieść Światła pochylenie jest przykładem powołania się na tę tematykę w popularnym w ostatnich latach gatunku paranormal romance. Książka jest debiutem pisarskim Amerykanki Laury Whitcomb. W jaki sposób podeszła ona do tematyki zabłąkanych dusz?

„To historia mojej podróży z powrotem do świata Żywych. W ciągu niespełna tygodnia miałam znów zamieszkać w ludzkim ciele.”*

Helen jest Światłem. Wie o sobie tylko tyle, iż umarła 130 lat temu jako młoda kobieta. Od czasu swojej śmierci, aby uniknąć swego prywatnego piekła, egzystuje na Ziemi nawiedzając kolejnych ludzi, których nazywa Gospodarzami, jednak ani Gospodarze ani inni ludzie nie potrafią jej dostrzec czy usłyszeć... do czasu. Bowiem kiedy Helen towarzyszy swojemu obecnemu Gospodarzowi w pracy w szkole, zauważa chłopaka, który z jakiegoś niezrozumiałego dla zjawy powodu widzi ją. Mało tego – James, bo tak ów chłopak ma na imię, najwyraźniej zna jakiś sposób na to, aby Helen mogła ponownie zasmakować życia w śmiertelnym ciele.

„-Może już jutro poczujesz smak jabłka...”**

Tak rozpoczyna się historia, skupiająca się wokół dwóch głównych, powiązanych ze sobą wątków. Pierwszy z nich koncentruje się na próbach Helen zyskania materialnego ciała oraz walce bohaterki z jej wewnętrznymi demonami, z tym, co tak długo trzymało ją na Ziemi jako Światło. Drugim ważnym wątkiem jest rodząca się między Helen a Jamesem więź, wynikająca z wzajemnego zrozumienia, która dość szybko (a nawet, w moim odczuciu, zbyt szybko) przeradza się w głębokie uczucie.

O tyle, o ile motyw walki z własnymi słabościami i lękami zastał bardzo zgrabnie i przekonująco poprowadzony przez autorkę, tak nie można tego samego powiedzieć o wątku romantycznym. Niestety, cały romantyzm wydaje się być z lekka wymuszony, przez co całość wypada zbyt cukierkowo. Jest to chyba największy minus powieści.

Zaskoczeniem było jednak dla mnie, iż w trakcie czytania to nie sama fabuła przykuła moją uwagę, lecz dwa małe „smaczki” - wątki nie mające bardzo dużego wpływu na akcję, jednak z pewnością dodające książce Laury Whitcomb kolorytu.

Pierwszy z nich to wręcz wylewające się z kartek szacunek i miłość do literatury. Głównej bohaterce jest ona niezwykle bliska, toteż na swoich Gospodarzy zawsze wybiera ludzi związanych ze słowem pisanym – poetów, dramaturgów, niespełnionych pisarzy. Często staje się dla nich muzą, podrzucając szeptem nowe pomysły – i chociaż nie mogą ich usłyszeć, słowa Helen pomagają im odzyskać natchnienie. W powieści bardzo często (najczęściej przez usta głównej bohaterki) podkreślana jest wartość literatury i ukazywana niedorzeczność nieufnej postawy wielu ludzi do książek nie pokrywających się całkowicie z ich utartą wizją świata. Tak częste odwołania są oczkiem puszczonym w stronę wszystkich moli książkowych, którzy sięgną po „Światła pochylenie”. Pomagają również czytelnikom w większym stopniu identyfikować się z bohaterką, z którą łączy ich przecież wspólna pasja.

Drugim interesującym wątkiem jest przedstawienie obrazu rodziny religijnej "na pokaz". Rodzinę Jenny, jednej z bohaterek, z pewnością można takim mianem określić. Z pozoru jest to wzorowa rodzina, jednak kiedy tylko przyjrzymy się temu „idealnemu” obrazowi z bliska, dostrzeżemy absurdalność zasad panujących w ich domu, sztuczność więzów rodzinnych, a wreszcie nieszczerość w wyrażaniu poglądów. Laura Whitcomb pokazuje nam w swojej książce, że przesadna religijność, jeśli nie wynika z prawdziwej wiary i jest tylko „na pokaz” prowadzi do życia niczym w bańce mydlanej – w odizolowaniu od rzeczywistości i odcięciu od innych ludzi – jednak każda bańka w końcu pęka, a upadek na ziemię może być dla żyjących w niej ludzi bolesny, o czym przekonują się członkowie rodziny Jenny.

„-Wystarczy, że zbliżysz się do bram swojego piekła i je pchniesz – powiedział wreszcie. - Przebiegnij przez nie, a ja będę czekał po drugiej stronie.”***

Światła pochylenie to jeden z lepszych romansów paranormalnych, jakie czytałam. Powieść jest napisaną płynnym, ładnym językiem historią o akceptacji samego siebie i pokonywaniu – często irracjonalnego – strachu przed zmianami w naszym życiu. Chociaż wątek romantyczny sam w sobie nie odbiega od standardów gatunku, to pozostałe wątki oraz ukłon dla wszystkich miłośników literatury zdecydowanie zasługują na uwagę. Książkę Laury Whitcomb z czystym sercem polecam zarówno miłośniczkom paranormal romance, jak i osobom chcącym się przekonać, że w książkach tego typu można znaleźć coś więcej niż tylko romans z udziałem istot nadnaturalnych.


* Światła pochylenie, str. 11
** Światła pochylenie, str. 82
*** Światła pochylenie, str. 175

 

Tekst pierwotnie publikowany w serwisie LubimyCzytać.pl